Z dziennika pielgrzyma – dzień czwarty (2014 r.)

10 VIII 2014 r. – SZADEK
6:20 Dzień czwarty czas zacząć… Do Widawy ok. 34 km. Nocleg u Misiaków pozwolił wypocząć nogom a iście królewskie śniadanie dało siły na dzisiejszą wędrówkę. I kolano jakby lżejsze…  Pierwszy postój po 12 km w Zduńskiej Woli. Długi odcinek…
Dziś w moich myślach moje liczne rodzeństwo z rodzinami: Szymek, Leszek, Tomasz, Kasia, Małgorzata i Maria. Kocham Was – dajcie mi siły! Szczególnie mocno myślę dziś o bratowej Beatce…

4_1

9:25 Zduńska Wola… Minęliśmy właśnie most – to symbol połowy naszej drogi na Jasną Górę  To cieszy. Mam dziwne wrażenie, że idziemy szybciej. Tak szybko, że przed wejściem do miasta dogoniliśmy grupę z Turku i musieliśmy zwolnić by ich nie podeptać… Dla mnie dziś jednak za szybko… ;(
Miałam dużo czasu na myślenie w trakcie tego pędu… Na 9 km dopadł mnie kryzys… Kolano nie odpuszcza. Poleciały łzy. O czym myśli pielgrzym w takich chwilach? O bólu. A czym jest ból… to subiektywnie przykre i negatywne wrażenie zmysłowe powstające pod wpływem bodźców uszkadzających tkankę (tzw. nocyceptywnych). Ból jest odczuciem subiektywnym, dlatego jest nim wszystko to, co chory w ten sposób nazywa, bez względu na obiektywne objawy z nim związane. Receptorami bólowymi są nocyceptory…
Szkoda, że nie wiem gdzie je mam, bo chętnie odgryzłabym je by się ich pozbyć. Ale wiem, że są różne rodzaje bólu. Niektóre tak silne, że trudne do zniesienia. Czasem niemożliwe. Mój – czysto fizyczny – przy innych jest niczym… I od razu lepiej się szło.

4_2

14:48 Sobiepany. Postój w polu bez większego cienia. Samochody ustawiły się jeden przy drugim by rzucić jak największy cień dla nas. Nie dla wszystkich jednak wystarczyło miejsca… Ponad dwie godziny marszu polami w pełnym słońcu… Skóra mimo kremów z filtrem napina się do granic wytrzymałości. Krople potu kapią mi do oczu. Sól z piachem w ustach i zero wiatru. Tempo coraz wolniejsze. Po raz pierwszy nie boli mnie nic. Wyłączyłam się… Banalnie… brakuje mi sił… 🙁 Bardzo boję się, że mi ich zabraknie…

4_3

18:38 Widawa. Dzisiejszy dzień to Mont Everest moich możliwości. Skwar 32 stopnie. Pot kapiący do oczu szczypie i nie można patrzeć przed siebie. Zamykam oczy i marzę o morskiej bryzie. Prawie ją czuję…. Otwieram je i nic się nie zmienia…. Nie włączyłam całej trasy.. Padła bateria za wcześnie. Zrobiliśmy dziś 36.5 km w 32stopniowym upale. Pola i żniwa… Żniwa i słońce… Słońce i kurz drogi… Zero cienia. Żar z nieba. Padaliśmy jak muchy po drodze.
Szacun dla służb medycznych! Mieli ręce pełne roboty! Teraz leżę… boli mnie każdy centymetr ciała. Pani Czesia nie zawiodła i zabrała nas do znajomej p. Jolanty Konopiaty na nocleg. Pięknie nas ugościła! Ale doszłyśmy z Danusią do końca… 🙂 Pan Bóg obdarzył mnie licznym rodzeństwem. Są najlepsi na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Intencja była ważna, dlatego ta droga nie mogła być łatwa.  Ogarnę się i napiszę podsumowanie dnia…

10 VIII – Dzień Czwarty… 5:35 (…kończę rano).
W Zduńskiej Woli usłyszałam wczoraj na Mszy Św. – „Gdzie jest Pan Bóg?”… Sięgnęłam szybko po dziennik. Zanim jednak zaczęłam notatki kazanie skończyło się…  Ale to dobre pytanie! Zakładając po prostu, że jest – nigdy wcześniej o tym nie myślałam.
Zastanawiałam się nad tym całe następne 24 km… A czasu miałam bardzo dużo.
Gdzie był ON gdy szłam tak zmęczona? Czy mnie opuścił?
Otóż był… Bardziej niż kiedykolwiek.
Był w szumie wiatru, który muskał czoło w spiekocie dnia…
W towarzyszu wędrówki, który pomógł mi zapiąć plecak bez konieczności zdejmowania go…
W przechodniu, który wyskoczył na ulicę z butelką wody gdy sól w ustach wydawała się już nie do zniesienia…
W osobie brata, który podał rękę gdy widział, że słabnę…..
W dobrym gospodarzu, który przyjął mnie pod swój dach i nakarmił…
W rękach pielęgniarki, które masażem koiły ból kolana…
Nawet w drzewie, które rzucało cień bym wypoczęła na postoju…
Taki był ten dzień. I ON niewątpliwie przy mnie był. Inaczej nie dałabym rady.
Prawda jest taka, że ON jest zawsze tam gdzie GO potrzebujesz. Nie poddawaj tego w wątpliwość. Nigdy.
Tu – na pielgrzymce – łatwiej to dostrzec. W ogóle jakoś bliżej Niego się jest, to i dlatego łatwiej. Gdzie jednak znaleźć GO na co dzień gdy tak wiele rzeczy nas rozprasza? Też jest. Zatrzymaj się na chwilę, spróbuj się wyciszyć i postaraj się GO odnaleźć. Na pewno jest przy tobie. ON Cię nigdy nie opuści…

Dziś w moich myślach są dwie najważniejsze kobiety mojego życia. Moje Mamy. Pierwsza – Ewa – dała mi życie i kochała najbardziej na świecie, druga – Sabina – pomogła Tej pierwszej mnie ukształtować. Dwie moje Matki polecam w modlitwie TEJ trzeciej… Tak bardzo mi Ich brakuje…

Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym

Kronika 24 Pielgrzymki na Jasną Górę – Dzień Czwarty

W bardzo upalną, letnią niedzielę pielgrzymi konińskiej grupy przekroczyli półmetek swojej wędrówki na Jasną Górę. Setny kilometr minęli w Zduńskiej Woli, gdzie uczestniczyli we Mszy św. w Bazylice Wniebowzięcia NMP i Sanktuarium św. Maksymiliana Kolbe.

Eucharystii przewodniczył kierownik pielgrzymki tureckiej ks. Robert Gruziel. W homilii skierowanej do pielgrzymów i parafian kaznodzieja poszukiwał odpowiedzi na pytanie: Gdzie jest Bóg?

Po Mszy św. pielgrzymi udali się na odpoczynek i posiłek przygotowany przez życzliwych parafian.

Ok. 19.00 Grupa Żółta, po blisko 38 km wędrówce dotarła do Widawy. W miejscowym kościele Podwyższenia Krzyża Świętego pielgrzymi zakończyli czwarty dzień pielgrzymowania Apelem Jasnogórskim i udali się na odpoczynek do miejscowej szkoły oraz gościnnych parafian.

Czytaj też „Dziennik pielgrzyma”: http://www.pielgrzymka.konin.pl/?p=2730