Z dziennika pielgrzyma – dzień siódmy (2014 r.)

13 VIII 2014 r. – Jasna Góra
Siódmy dzień razem a Danusia nadal potrafi mnie zaskoczyć… siadamy do śniadania w polowych warunkach szkoły a Ona do całego zapasu konserw, dżemików, misek, ściereczek, czajnika i Pan Bóg wie czego jeszcze…. wyciąga pięknie dociętą ceratkę! :))) Nie mogłam się powstrzymać!

8:15  Górka Przeprośna i pierwszy widok na Jasną Górę… nieco za mgłą, ale widać mocno sercem… ale emocje!

7_17_2

 

 

 

 

 

 

 

 

9:10  Biała….   Zupka śniadaniowa, garść przeciwbólowych (zawiasy bolą niemiłosiernie…) i ostatni leżing na karimatingu. Jak ja będę żyć bez tego???
12:40   Że co? Że to już????

7_3
14:55    Jasna Góra! Co za emocje na finiszu!!!!!!!!!

7_4
13 VIII – Dzień Siódmy…
W trasie robiłam tylko notatki nie było jednak czasu na wpis. Wieczorem natomiast był już czas dla rodziny. Popełniam go więc dziś, tj. 14 VIII rano…
Po ostatnim postoju w Białej już tylko 11 km do celu. Tuż przed Jasną Górą krótki postój na osiedlu by połączyć się z resztą grup z naszej diecezji i silną ekipą wejść na JG. To już naprawdę ostatnia prosta…
„Będę tańczyć przed Twoim tronem i oddam Tobie chwałę i nikt już nie zamknie mych ust! Żaden mur i żadna ściana, największa nawet brama – już nie, nie zatrzyma mnie już!”

7_5

7_6

W końcu Jasna Góra… Cel naszej wędrówki. Cóż mam napisać… Na podejściu to są takie emocje, których nie da się ubrać w słowa. Pomimo przeciążenia organizmu przez ostatnie 6 dni i pokonania w tym dniu ok 22 km nie czuje się już zmęczenia. Powiem więcej… to jest taka radość, że wszyscy tańczą i skaczą z radości mając za nic opuchnięte i poranione stopy. Łzy wzruszenia, taniec, radość i wszechobecny śpiew… Nie da się tego opisać. To trzeba przeżyć do czego zachęcam z całego serca!!!

 

Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym