Z dziennika pielgrzyma – dzień trzeci (2015 r.)

Dzień trzeci

Uniejów – Szadek 38.00 km

Choć pogoda dużo bardziej przyjazna to odcinek długi. I tak jak w Zygrach cieszyłam się, że sił mam w nadmiarze, tak 3 km dalej przyszedł jednak kryzys. Na 30 km odezwały się stawy biodrowe. Ostatnie 8 km szłam już z bólem.
W sumie to nawet dobrze, bo już gotowa byłam uwierzyć, ze brany od 2 miesięcy kolagen spowoduje, ze moje biodra zniosą każdą ilośc kilometrów. Otóż nie zniosą. Emotikon smile Teraz to wiem.
I jeszcze jedna prawda życiowa… Pęcherzy mam dużo mniej bo tylko 3 sztuki (rok temu na tym etapie było już dużo gorzej). Biorąc pod uwagę, że ektremalne temperatury powodowały, ze pierwsze dwa dni skarpety były non stop mokre od potu to naprawdę niezły wynik. Więc wychodzi na to, że być może to natłuszczanie i moczenie stóp w słonej wodzie przyniosło oczekiwany rezultat. Nie o bólu jednak dziś chciałam pisać.
Intencja oczywiście mnie trzymała… moi najbliżsi.

Pan Bóg dał mi więcej niż na to zasłużyłam. Wspaniałego męża i trzy ukochane przeze mnie córki. Całe życie będę Mu za nich dziękować…

4:40 Kończę rano oczywiście bo padłam ze zmęczenia….
Gościmy się dziś po królewsku u Misiaków. Oczywiście dzięki Pani Czesi. Na ostatnim postoju już nic nie jadłyśmy wiedząc, że niedługo przyjdzie nam zjeść wyśmienitą kolację. Pani Bożena i Pan Andrzej dbają o nas jak o własne dzieci. Wdzięczność to mało za to, co dla nas robią.
Czas szykować się do drogi.
Wymarsz o 6:00. W Zduńskiej Woli będzie czas na napisanie o naszych gospodarzach na trasie.
Proszę Was kochani o wsparcie. Wszyscy już odczuwamy przebytą setkę w nogach.
Dziś idziemy do Widawy. Jeden z trudniejszych dla mnie dni.

Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym

Z dziennika pielgrzyma – dzień drugi (2015 r.)

Dzień drugi…

Turek – Uniejów 28.5 km
Trasa krótka, ale pogoda nie była dziś sprzymierzeńcem. O samej trasie najpierw… Wyruszyliśmy późno bo dopiero o 10.00, gdy słońce było już wysoko na niebie. W Turku bowiem corocznie odwiedza pielgrzymkę x.biskup i proboszczowie z calego powiatu chyba… Wspólna Msza o godz 8.00. Wymarsz o 10.00.

Pierwszy postój po 10 km w Psarach gdzie tradycyjnie x.Grzegorz wita pielgrzymów obficie wodą święconą i pysznym śniadaniem. Przy tej pogodzie bezcenne! Po 40 min odpoczynku wymarsz na obiad w Ewinowie i kolejne 10 km do przebycia. Jednak w tym roku ktoś zdecydował, że pójdziemy „na skróty” przez las… Zanim jednak doszliśmy do lasu… minęla polowa drogi. 5 km bez wiatru… bez drzew… bez cienia i bez perspektywy, że coś się zmieni. Pustynia z asfaltówką. W największy upał… Na obiad doczłapaliśmy się ok 14.40 i tu chwała dowodzącym za decyzję o wydłużonym postoju do 16.40. 2h na regenerację! Ok 18.30 weszliśmy do Uniejowa.

Kolejny etap drogi pokonałam z tarczą a nie na niej. Choć było blisko. W Psarach przyszedł kryzys a dość krótki „poleż” nie dał możliwości zregenerowania się. Upał nas wykańczał. Były omdlenia i stany przedudarowe. O bąblach jakoś nikt dzisiaj nie myślał.

Kończę rano… Wczoraj padłam jak mucha…
5:00 Zmiana w planach. Wychodzimy o 6:00.
Na dworze chłód aż miło. Dłuższy postój na 20 kilometrze w Wierzchach. Wtedy napiszę więcej. Proszę o siły… Dziś 37 km. I długie odcinki między postojami.

Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym