11 VIII 2014 r. – WIDAWA
8:55 Postój. Las… cień… Pięknie mi się dziś idzie 🙂 Przypieka, ale to nic. Dziś już nocujemy w Pajęcznie. A to już tylko ok 58 km do Częstochowy! Ta świadomość uskrzydla!
11:43 Zupka pyyyycha psze pani… Postój Pierzyny Małe. Leżing na karimatingu do 13.30. Ostatnie chwile przed burzą… Jak nam zaraz tyłki zmoczy to będzie tragedia…
No i lunęło….. chwilę później… Remiza okazała się bardzo pojemna.
15.00 Kiełczygłów. Odcinek pokutny. Pięknie się szło choć buty mokre, że ho, ho… Msza Święta nie byle jaka bo prymicyjna. Pięęękne kazanie! Konieczna zmiana baterii.
19:58 Pajęczno. Kolejny dzień z tarczą i kolejne 38 km zaliczone. Brat Jan użyczył ramienia na finiszu, bo sił mi brakło. Pięknie Mu za to dziękuję 🙂 Opadłam z sił. Pajęczno zamiast – jak kiedyś – orkiestrą, przywitało nas deszczem… Jeszcze tylko dwa dni… 🙂
11 VIII – Dzień Piąty… 6:20 kończę rano.
Wczorajsze prawie 39 km dało mi nieźle w kość. Raz – to był najdłuższy dzienny odcinek do przejścia w ciągu całej pielgrzymki. Dwa – ostatnie kilometry szliśmy w deszczu. Trzy – organizm jest już przeciążony i zauważyłam, że od dwóch dni słabnę mniej więcej od 25go kilometra drogi. Pocieszające jest to, że dziś mamy właśnie ok 25 km do pokonania.
Muszę wspomnieć o noclegu… Nie miałam opcji na Pajęczno. To jedyna miejscowość na naszym szlaku, gdzie zawsze, prawie wszyscy jesteśmy zabierani do domów przez tutejszych mieszkańców. Ufałam, że ktoś się zlituje. Ale zanim znalazłyśmy z Danusią bagaż, było już ciemno. Byłam tak zmęczona, że perspektywa spania w szkole na podłodze była mi już całkowicie obojętna. Prawie to sobie wyobrażałam. Chciałam usiąść w suchym miejscu. To wszystko. Stanęłam tak czekając na Danusię, gdy obok pojawiła się jak anioł (!!!) Justyna. Widziałam jak zabiera bagaż innego pielgrzyma do samochodu. Zapytam, pomyślałam… Zapytałam… i chwilę później siedziałam przeszczęśliwa w wygodnym aucie. Kwadrans później jadłam kolację przygotowaną przez Panią Danusię ( mamę Justyny ) i wraz z czternastoma innymi pielgrzymami siedzieliśmy przy jednym wielkim, suto zastawionym stole. I wtedy po raz kolejny zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo Pan Bóg mnie kocha. Przecież nie musieli… Tego wieczora poznaliśmy Justynę i Artura Kotynia i ich rodziców. Z całego serca im dziękuję!
Ale do tematu!
O czym myśli pielgrzym gdy czuje, że traci siły a do miejsca noclegu jeszcze ponad 10 km? Wtedy myśli mkną do Boga… I nie ma w tym żadnego patosu (dziękuję Ola!) – tak jest naprawdę. Wtedy też trzyma mnie intencja. Mam zadanie i muszę je wypełnić.
Wczorajsza intencja dodała mi na finiszu sił. Miałam cudowne dzieciństwo właśnie dzięki obu moim Mamom. Jestem kim jestem tylko dzięki Nim i harcerstwu, w którym wzrastałam. To jest odpowiedzialność. To mnie i moje rodzeństwo obie Mamy zostawiły po sobie jako własne świadectwo i dar dla Boga i ludzi. To jest odpowiedzialność – być Ich godnymi dziećmi. Odpowiedzialność, ale nie ciężar. Jestem dumna, że mogłam być Ich córką.
Dziś modlę się za kogoś, kto mnie i mojemu mężowi pomagał przez ostatnie 12 lat kształtować moje dzieci. Emilia – dzisiejszą wędrówkę polecam za Ciebie i Twoich najbliższych dziękując tym samym za to, co zrobiłaś dla moich córek. I proszę o Wasze myśli dziś, bo coraz ciężej znoszę wędrówkę…
Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym




