Pierwszy dzień za nami.
38 km w niesamowitym skwarze dochodzącym momentami do 38 stopni… Kremy z filtrem nie dają rady a skóra napina się do granic wytrzymałości. Nie powiem, że było łatwo, bo gieroja mogą strugać młodsi ode mnie. Takich tu sporo. Choć dziś pogoda wszystkim dała popalić.
Ale tu nie idzie się by szukać rzeczy łatwych. Podejmując trud drogi świadomie rezygnujesz z wygód i tego, co normalnie ułatwia Ci życie. Spragniony, często niedojedzony, obolały i mocno zmęczony. Zrezygnowaliśmy z tego wszystkiego dobrowolnie na kilka dni bo chcieliśmy zostać pielgrzymami. Wiemy że pojawi się ból, czasem trudny do zniesienia. I godzimy się na to. Ale w tym zawiera się właśnie głęboki sens pielgrzymowania. Spokojnie znosimy te uciążliwości i naszą słabość ciała. Tak. Pielgrzymka uczy wielu dobrych rzeczy, ale dziś przekonałam się po raz kolejny, że przede wszystkim pokory. Pokory wobec dystansu, drogi ale przede wszystkim własnych możliwości i słabości. Natura próbowała nas pokonać w bardzo nierównej walce. Żar lejący się z nieba momentami był nie do zniesienia.
Ale dotarliśmy z tarczą a nie na niej. Nie będę narzekać bo to nie przystoi. Były chwile słabości – jak zawsze, ale co robi pielgrzym, gdy opada z sił? Trzyma go intencja!
Kiedy chcesz zrezygnować, przypomnij sobie po co zacząłeś
Michała poznałam lata świetlne temu. Wspaniały kumpel, mąż i ojciec. Niezmiennie oddałabym wszystko by wyzdrowiał. Czym przy tym jest mój ból czy wyrzeczenie? Ale to wszystko co zrobić mogę. To i robię co mogę.
Gościnę otrzymaliśmy od wspaniałych Magdy i Krzysia (znajomych Danusi), którzy oddali nam swoje łóżka, łazienkę i porządnie nakarmili. Słowo „dziękujemy” to mało…
Jutro „lajt” pod względem ilości kilometrów [ok 28 km do Uniejowa] ale słońce ma być jeszcze bardziej dokuczliwe. Pozdrawiam ze szlaku.
Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym